Od medycyny estetycznej do psychoterapii nie tak znów daleko.

To jest krótka historia o frustracji medycyną estetyczną. O rozczarowaniu efektem. Ale też o krótkiej chwili zapomnienia w Tajlandii. Chwili, która – już w Polsce – skończyła się na psychotropach i leczeniu w szpitalu. Przeczytaj ku przestrodze!

– Kto ci to zrobił? – zapytałam Ankę, gdy spotkałyśmy się na długo odkładanej kawie. Usta miała tak dziwne, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Kiedyś całkiem ładne, teraz miały góry i doliny, jakieś strupy i coś, co trochę przypominało opryszczkę, a trochę niegojącą się ranę.

Cisza.

– Wiesz, teraz już nawet płakać nie mam siły – odezwała się Anka i opowiedziała historię, która zaczynała się od powiększania ust, a kończyła na lekach antydepresyjnych.

Anka pojechała na urlop do Tajlandii. Miał to być beztroski pobyt z jogą, medytacją i imprezami. Ktoś namówił ją na wizytę u lokalnego lekarza medycyny estetycznej, który co piątek przyjmował w hotelu. Pan doktor, człowiek niezwykle szarmancki, najpierw przywitał ją komplementami, a potem z uroczym uśmiechem skomentował:

– Wyglądasz pięknie, ale potrzebujesz trochę powiększyć usta. Dzisiaj mam promocję. Zapraszam!

Powiększanie ust nie-wiadomo-jakim preparatem i u nie-wiadomo-kogo.

Anka sama nie wie, dlaczego zgodziła się na powiększenie ust w Tajlandii, w hotelu, w imprezowy piątek, u człowieka, który przedstawił się jako lekarz medycyny estetycznej (ale czy był nim na pewno?). Nie wpadła też na to, aby zapytać, czym będzie jej te usta powiększał. Zabieg trwał krótko, trochę bolał, ale dało się przeżyć. Potem było tylko gorzej: infekcja, opryszczka, a na końcu duża rana.

Konsekwencje krótkiej chwili zapomnienia…

Wróciła do Polski. Zaczęła się wędrówka od lekarza do lekarza. Żaden, z którym rozmawiała, nie potrafił jej pomóc. Nie mieli pojęcia, czym usta zostały powiększone. Mówili, że prawdopodobnie wdało się zakażenie, bo skóra przed zabiegiem nie została dobrze zdezynfekowana. Jeden ze specjalistów zalecił antybiotyk. Brała, ale wielkiej poprawy nie było. Koniec końców Ankę wysłano do szpitala na oddział chirurgii plastycznej. Do szpitala! Żeby wyleczyć zakażenie, ranę i następstwa podania nie wiadomo jakiego preparatu z nie wiadomo jakiego źródła.

Z tego wszystkiego wylądowała u psychiatry. Przyjmuje leki antydepresyjne. Naiwność pacjentki? Ale też bezradność specjalistów w Polsce, którzy naprawdę chcieli pomóc, ale nie bardzo wiedzieli jak. Bo bez wiedzy o preparacie, bez dokumentacji medycznej niewiele można zrobić.

Myślisz, że takie historie rzadko się zdarzają?

Wcale nie tak rzadko! Przytrafiają się kobietom, które w pewnym momencie tracą czujność. Które czasem podejmują decyzję zbyt szybko, czasem pod wpływem jakiegoś impulsu, promocji, okazyjnej ceny. Powody bywają różne. Spotykam takie kobiety w klinice, w życiu.

Jakiś morał z historii Anki?

Przede wszystkim:

  • Uwaga na podejrzanie tanie zabiegi estetyczne.
  • Bierz pod lupę kwalifikacje specjalistów. Nie bój się pytać!
  • Masz prawo prosić o certyfikat wypełniacza/ botoksu.
  • Z ograniczonym zaufaniem traktuj instagramowe „polecajki”.

To kilka z brzegu wskazówek, które rozwijam w książce „Medycyna urody. Co naprawdę działa?”. Kliknij poniżej i pobierz pierwszy rozdział książki. Dowiesz się z niego m.in.

  • 4 najpopularniejsze problemy z okolicą oczu [skarży się na nie większość kobiet!]
  • 15 sprawdzonych zabiegów, które pomogą je rozwiązać i odmłodzić spojrzenie.
  • Jak radzić sobie z workami pod oczami, opadającą powieką i kurzymi łapkami? [Skuteczne zabiegi]

Kliknij na poniższe zdjęcie i odbierz bezpłatny rozdział książki ⤵️

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *